
Jest noc. księżyc świeci, jest cicha ciepła noc. Ze snu wybudziło mnie ciepło, ciepło mojego ciała. Moje ciało mówiło do mnie monolog. Nie potrafiłem Mu odpowiedzieć, wyrwany ze snu. Nie mogę zasnąć, myśli kłębią się i wymagają uwagi. Jedna myśl wybija się ponad pozostałe: pisz! Więc piszę. Piszę o tym co mi w duszy gra: o mojej ponad 12-to letniej drodze do Siebie.
Ta droga jest przebudzeniem, zmianą, czymś co cię dopada a ty nie wiesz co jest grane, o co chodzi. Czy trzeba przeżyć traumę by się obudzić ze snu życia, z „matrix’a”?
Miałem szczęście, choć wątpliwe, że nie trauma dotyczyła nie mnie bezpośrednio lecz Ewę, bardzo bliską mi osobę, a od 35 lat – żonę i przyjaciółkę. Choroba i jej przebudzenie wyrwało mnie ze snu dotychczasowego Życia. Ewie w „przejściu” pomogła homeopatia, mnie Ewa
„Nic już nie było takie samo”.
Dni, miesiące, lata mijały inaczej. Życie potoczyło się jak kamień inną, nową drogą, rozbijając na niej przeszkody.
Podążaliśmy w tym razem, wspierając się nawzajem. Wszystko zaczęło do nas przemawiać w inny, nowy sposób. Zaczęliśmy się zmieniać.
Rodzina, przyjaciele patrzyli na nas ze zdziwieniem – co oni robią, tak się nie żyje.
Nasza zmiana nie wszystkim pasowała – ze zdziwieniem odchodzili… lecz My brnęliśmy dalej do dzisiaj i nie zamierzamy zawrócić, choć może było łatwiej nie wiedzieć.
Kiedy na nowo, w Nowym życiu obejrzałem film Matrix – zrozumiałem o co w nim chodzi, wtedy za pierwszym razem „przed” była to dla mnie bajka o przyszłości a nie teraźniejszość – świat równoległy.
Byłem w matrixie, a teraz wziąłem czerwoną tabletkę prawdy. Teraz Świat nie jest już taki sam – widzę więcej i czuję więcej i wszystkiego jest więcej.
Kręte drogi poznania zaprowadziły mnie na początek do Coachingu dzięki książce „Coaching Tao” Macieja Bennewicza i dzięki Niemu samemu. Zapisałem się na kurs coachingu i przeszedłem tam szkołę zmiany i potu, tak potu, który sączył się ze mnie wraz z emocjami, które przeżywałem. Strach i lęk, niepewność i zwątpienie, ale też i radość poznawania i tworzenia samego siebie. „To były piękne dni…” Był „Coaching Tao”, „Hipnoza generatywna”, „Team coach” – było mi to wszystko dane przeżyć. piękne czasy i piękni ludzie.
Dalsze losy rzuciły mnie w kierunku „Ustawień Systemowych”. Trafiłem wraz z Ewą do Apolonii Rdzanek na pierwsze nasze warsztaty… i tak to się zaczęło. Wciągnęła mnie siła „Pola”u Poli. Gdy wtedy patrzałem jako widz na ustawienia widziałem teatr – aktorów wykonujących swoje role. Gdy wszedłem tam jako reprezentant zrozumiałem i stałem się „aktorem Sztuki Życia”. Gdy poczułem tę moc, która mnie pociągnęła do wykonywania ruchów, które mnie zaskoczyły, zrozumiałem, że jest to fascynujące, nowe i chcę to poznać.
Moja otwartość na nowe doznania pchnęła mnie na kurs Ustawień Systemowych do Apolonii, potem na jego drugą część i na trzecią… Tam przeżywałem swoje życie wraz z całą moją przeszłością, wraz z moimi przodkami, ich sprawami, które tak mocno wpływały na mnie i wpływają nadal. Inne spotkanie z Matką i Ojcem, z Babcią i Dziadkiem – moimi opiekunami w latach dziecięcych, Babcią i nigdy nie poznanym Dziadkiem ze strony Ojca, bliższą i dalszą rodziną wywarły na mnie ogromny wpływ… „Życie już nie było takie same”.
Dzisiaj nadal „zażywam Ustawień” w Szkole Cichych Ustawień Systemowych Gerharda Walpera. Gdy skończyłem pierwszy stopień uwieńczony certyfikatem nie czułem jeszcze, że mogę w pełni, choć już pracowałem ustawieniowo wraz z koleżanką Kasią gdy współtworzyliśmy „Jednoczymy Pokolenia” – wspólne warsztaty Ustawień Systemowych. Teraz, gdy mam za sobą w pełni samodzielne ustawienia – wiem w jaki sposób chcę to robić i co jest moje w tym co robię.
Wiem, że dalsze puzzle mojej drogi są gdzieś porozrzucane przede mną i czekają na zaopiekowanie się nimi i ułożenie we właściwe miejsca by mój obraz był pełny, jednak „Droga” jest naznaczona, droga rozwoju, która wciąż wymaga by się zatrzymać, zastanowić i iść dalej dokonując wciąż wyborów.
Moja wiara, granicząca z pewnością mówi do mnie – zajmij się tym – możesz to zrobić – pokazać innym, że jest inna droga życia, może nie tak prosta jak dotychczasowa, jednak warto na nią wejść – droga poznania właściwego siebie, tego prawdziwego, wolnego JA.
Teraz, gdy czytam co napisałem, ryczę, tak – ryczę i są to łzy szczęścia, że to wszystko było i jest mi dane przeżyć. „Chłopaki nie płaczą” – a jednak coś w nas płacze – może jest to zranione dziecko, może pamięć przeżytej traumy utraconego bliźniaka, może, może, morze łez nie wiadomo skąd się to bierze – tyle wypłakanych łez. Wszystko to co przeżyłem, rany, odrodzenia i chwile wzruszeń i płaczu jest teraz moim zasobem do wykorzystania w życiu i pomocy innym. Kto jak nie odrzucony opowie najlepiej o odrzuceniu,, porzucony – o porzuceniu, upokorzony – o upokorzeniu, zdradzony – o zdradzie,, potraktowany niesprawiedliwie o niesprawiedliwości… ? To są przeżyte traumy, które są teraz zasobami do pomocy innym.
Cieszę się, że poznałem tylu pięknych ludzi, z którymi przeżywałem życie moje i moich przodków na Ustawieniach, cieszę się też z bólu jaki przeżywałem bo wiem, że to wszystko jest „po coś”, że to ma sens, głębszy sens i gdy go poznasz doznasz wyzwolenia…
Praca ze sobą jest wyzwalająca i warto ją przechodzić. Przechodzić a nie przejść bo jest to droga bardzo długa i tylko nieliczni przechodzą ją szybko – dla wielu nie starczy jednego życia lecz wielu… warto jednak na nią wejść!

